Przejdź do treści
INFORMACJE


Znaleźliśmy się w tym gościnnym kraju w wyniku wypadków wojennych i chociaż wiele czynników oficjalnych w Polsce określa nas jako emigrację, to w moim pojęciu jest to określenie mylne. Emigracja oznacza dobrowolne opuszczenie miejsca urodzenia i przeniesienie się do kraju o lepszej koniunkturze.
Myśmy natomiast naszego kraju dobrowolnie nie opuścili, ale już będąc tu - mimo, iż na obcej ziemi - chcemy "żyć po polsku".Ten sposób życia przenosimy na nasze dzieci, aby wiedziały, że mamy swoją własną kulturę, religię i historię.
Wartości te jednak, mogą być wyrażone jedynie w naszym rodzimym języku mimo, iż przyjęliśmy wymagania systemu w którym z konieczności znaleźliśmy się i do którego zmuszeni jesteśmy się dostosować. Ale - jak powiedział 500 lat temu Mikołaj Rej
"Polacy nie gęsi i swój język mają". Toteż pielęgnacja tego języka stała się dla nas sprawą
pierwszoplanową.

Początki naszego osiedlenia się w Birmingham sięgają roku 1947. Pojawiają się dzieci. Powstaje Koło
Rodzicielskie, które opracowuje swój statut, zatwierdzony i podpisany 8 lutego 1953 roku. Pierwszym celem Koła Rodzicielskiego, było zorganizowanie dla polskich dzieci nauczania religii katolickiej i przedmiotów ojczystych.

Nieistniejący już Dom Parafialny przy kościele Św. Michała, pierwsza siedziba Szkoły Języków Ojczystych. Lata 40-ste1


W roku 1950 - powstaje Szkoła Przedmiotów Ojczystych, mieszcząca się początkowo w tymczasowym
budynku przy kościele
św. Michała. Był to dopiero początek, w sumie dla 9-ga dzieci. Gdy w następnych latach dzieci "posypały się jak z rękawa", trzeba było pomyśleć o bardziej stosownym pomieszczeniu. Znaleziono takie w pobliskiej szkole katolickiej przy Milk Street.

Uczniowie Polskiej Szkoły Sobotniej z kierowniczką Panią T. Gołowczyńską przed budynkiem szkoły na Milk Street. Prawdopodobnie lata 50-te lub 60-te1


Po paru latach przyrost naturalny zwiększył się z dziewięciorga dzieci w roku 1950, do 150 uczniów
w roku 1955, aby osiągnąć maksimum 400 dzieci w roku 1965. Od tego czasu widocznie pomęczyły się bociany, bo nabór uczniów zaczął powoli spadać, osiągając minimum - 69 dzieci w roku 1986. Potem stan liczebny uczniów w szkole znów powoli zaczął wzrastać. Poziom nauczania dostosowywany był do wieku uczniów. Szkoła nasza rozwinęła się z podstawowej - w latach 50-tych, w gimnazjum i liceum w latach 60-tych i 70-tych, będąc uznaną przez polskie i angielskie systemy egzaminacyjne za jedną z najlepszych polskich szkół sobotnich w tym kraju. Tę szczęśliwą okoliczność spowodował nie tylko wspaniały nabór uczniów, ale doskonałe
kierownictwo Szkoły i praca nauczycieli. Mieliśmy to szczęście, że pierwszą kierowniczką Szkoły była kwalifikowana nauczycielka z długoletnim stażem kierowniczym w Polsce - p. Teodozja Gołowczyńska, która prowadziła naszą Szkołę prawie przez 30 lat,
bo do roku 1980.

Współzałożycielka i pierwsza kierowniczka Szkoły Pani Teodozja Gołowczyńska z klasą gimnazjalną w 1973 r


Gdy z upływem lat trud prowadzenia Szkoły zaczął się jej dawać we znaki, pałeczkę w sztafecie
przejęłam ja W.J.T. Wyszyńska, mając również za sobą długoletnie doświadczenie zarówno rodzicielskie jak i kierownicze w miejscowej szkole angielskiej. Klasę maturalną zaś, prowadził renomowany nauczyciel gimnazjalny i były dyrektor gimnazjum 3 DSK - mgr A. Gilson. W ciągu 50 lat pracy, przewinęło się przez naszą Szkołę około 1400 uczniów, z których wielu posyła już tu swoje dzieci, dając tym samym świadectwo uznania, jak i pożyteczności nauki tu nabytej. Reputacja Szkoły znana jest zarówno drugiemu jak i trzeciemu pokoleniu - dziś już studentów wyższych uczelni - którzy korzystają ze znajomości języka niedostępnego ich kolegom.
Obecnie otwarty rynek wschodnio - europejski daje naszym byłym uczniom wspaniałe możliwości
konwersacji i korespondencji w języku, który dziś przychodzi im z łatwością, a cudzoziemcom niestety nadal sprawia trudności.

Szkoła nasza podobnie jak inne, jest widownią różnych nie przewidzianych sytuacji, które jedynie
dzieciom mogą się przydarzyć, bo tylko one wiedzą w jaki sposób można włożyć głowę między poręcz krzesła a jego siedzenie. Ale jak wyciągnąć ją bez odpiłowania oparcia, to już umiejętność dorosłych. Podobnie jak "cierpliwy" łokieć, który wiele wybił dziur w ziemi, a w zderzeniu z dywanem na podłodze "wziął i pękł". A tu już trzeba interwencji szpitala.
Po 20 - 30 latach istnienia polskiej społeczności w Birmingham - świetnie lub co najmniej dobrze
władającej językiem ojczystym - na arenę weszło nowe pokolenie, dla którego język polski przestał być językiem potocznym, a jedynie wtórnym, uczonym w szkole. Słowo "dziękuje z góry" stało się "thank you from the mountain", dźwig stał się "podnoszeńką", a samochód - "karą". Dzieci stały się mistrzami komputeryzacji, próbując nawet zwykłe zadania domowe robić na swym komputerze w paru
egzemplarzach, powielając te same błędy, tłumacząc to ograniczeniem maszyny... np. " proszę pani
komputer nie uznaje litery ó ani ś". W taki sposób nauczyciel może nie być już wyrocznią w konkurencji z komputerem, który z pewnością wie lepiej. Trzeba dziś nie lada autorytetu, który by powiedział "rób nie tak jak ci każe komputer, tylko tak jak ci każę ja". W ciągu istnienia naszej szkoły doświadczyliśmy kilku przeprowadzek.

Jego Ekscelencja Biskup Szczepan Wesoły w Polskiej Szkole Sobotniej na Oakley Road, 21 Styczeń 1984.
Na pierwszym planie Pani Henryka Haczyk



Zarówno na Milk Street, jak i później na Oakley Road dzieci czuły się dość obco mimo, że uczyły się w
budynkach szkolnych. Od pewnego czasu zadomowiliśmy się w Polskim Centrum Katolickim, gdzie dzieci czują się najlepiej. Tutaj mamy zatrzymują się na pogaduszki, a ojcowie na szklaneczkę piwa, tutaj zawsze się coś dzieje. Nawet św. Mikołaj już zna tu drogę. Czasem jest tu ciasno, czasem parking zapełniony jest po "brzegi", bo w soboty zwykle zajeżdżają tu mamy, a wiadomo kobieta i samochód...

Panie K. Grocholska i A. Cyglicka podczas zajęć Polskiej Szkoły Sobotniej w Polish Millennium House 2010 r


Szkoła nasza przygotowuje dzieci do egzaminów państwowych Assessment and Qualifications Authority
(AQA).
Byłoby niesprawiedliwością dla dzieci i rodziców, gdybyśmy nie stosowali bezstronnego kryterium jakości naszej pracy szkolnej. Toteż wciąż apelujemy do rodziców aby pomogli nam w osiąganiu tego kryterium przez ciągłą wydajną pracę i regularne uczęszczanie ich pociech na zajęcia. Dotychczas nie zdarzyło się, aby Szkoła nasza była nieczynna z winy kierowniczki lub nauczycieli, ale za to często zdarza się, że rodzice nie przysyłają swojego dziecka do Szkoły bez podania przyczyny.
A to wystawia dziecku i nam złe świadectwo, którego naturalnie staramy się unikać. Istnienie i prowadzenie Szkoły nie można zakwalifikować jako operacji dochodowej zarówno dla Polskiej Macierzy Szkolnej, jak i dla nauczycieli, którzy w niej uczą. Naturalnie taka organizacja jaką jest Szkoła Sobotnia wymaga pewnych nakładów pieniężnych, które dla nas zdobywa miejscowe Koło Polskiej Macierzy Szkolnej różnymi drogami. Koło to jest tylko małym kółkiem w dość potężnym mechaniźmie Polskiej Macierzy Szkolnej na wszystkich kontynentach świata, którego celem jest utrzymanie języka polskiego i kultury polskiej, bowiem jak powiedział wcześniej cytowany Mikołaj Rej "...nie jesteśmy gęsi i mamy prawo do własnego języka".
Żadna szkoła nie może istnieć ani bez dzieci, ani bez nauczycieli. O dzieci starają się rodzice, ale dobór nauczycieli jest w gestii kierowniczki Szkoły. Można powiedzieć, że jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że nauczyciele nasi są w pełni świadomi swoich obowiązków i sumiennie spełniają je, często z prawdziwym poświęceniem. W ciągu 60 lat istnienia naszej Szkoły przewinęło się kilkudziesięciu nauczycieli, przy czym jedna z nauczycielek - założycielek p. Henryka Haczyk pracowała w naszej szkole przez 44 lata. Tak się składa, że współpraca szkoły z zarządem miejscowego Koła Polskiej Macierzy Szkolnej jest bardzo bezpośrednia. Prezes tej organizacji - Danuta Barucka, jest również nauczycielką w naszej Szkole, a na wszystkie zebrania Macierzy uczęszcza kierowniczka szkoły. Nie ma więc mowy o zdalnym sterowaniu, ani o niedopatrzeniach spowodowanych brakiem informacji lub niezrozumieniu co się w szkole dzieje. Sądzę, że jeżeli przetrwaliśmy 60 lat to może dlatego, że jesteśmy potrzebni. W każdym razie mamy nadzieję, że pokolenie, które wychowaliśmy będzie uważało naszą Szkołę nadal za potrzebną i pomoże jej istnieć. Dzisiaj, kiedy Polska jest wolna, stanowimy Jej tę dobrą cząstkę, która utrzymała mowę polską nieraz w trudnych warunkach i która nadal dołoży starań, aby mowa ta w dalszym ciągu przetrwała tu na obczyźnie.



                                                                                                                                           
               Wanda Wyszyńska
                                                                                              
                       Honorowy Dyrektor Polskiej Szkoły Sobotniej
                                                                                                                 
             Im. Mikołaja Kopernika w Birmingham

_____________________________________________________________
1A. Z. Gilson, M. Kuczyński; "Księga Pamiątkowa 25-lecia Polskiej Społeczności Katolickiej w
Birmingham 1947 -1972"; Polskie Koło Katolickie; Birmingham 1973


Wróć do spisu treści